Piękno, motywacja, transformacja

Dzisiejszy wpis dedykuję wszystkim ludziom, dzięki którym kiedykolwiek w życiu poczułam się mądra, piękna, kochana i silna. Mam nadzieję, że nawet jeśli na chwilę znikliście z mojego życia, jeszcze do niego wrócicie.

W szczególności jednak dziękuję tym, którzy są, byli i będą - moim przyjaciołom. Dzięki Wam przetrwałam.

Piękno

Kiedy spojrzałam na definicję piękna w Słowniku Języka Polskiego PWN, spodziewałam się głównie tej pierwszej, rozumianej jako zestaw cech sprawiających, że coś się <komuś> podoba (czyli piękno kształtów, barw czy na przykład dźwięków). Definicja numer dwa zaskoczyła mnie, ale spodobała mi się jeszcze bardziej. “Wysoka wartość moralna”. 

Gdy trenujemy sylwetkowo, bardzo często zwracamy uwagę na rezultaty wizualne. To właśnie jest wówczas największa motywacja. Siłą rzeczy, wszak sporty sylwetkowe to bardziej lub mniej zaawansowana kulturystyka, której celem jest jak najlepsze ukształtowanie muskulatury. Czy jest w tym coś złego? Nie. Nie jest to sport łatwy, wymaga wielu wyrzeczeń, samodyscypliny i poświęcenia. A jednak, jeśli chodzi o morale, oceniane jest często dość nisko. Wygląd kojarzy się wszak z czymś płytkim (choć paradoksalnie, to właśnie na nim w dzisiejszych czasach mocno się skupiamy). Miłosz Brzeziński stwierdził kiedyś, że jest coś takiego, jak paradoks kulturysty (ale takiego z wyższej kategorii wagowej). Bo owszem, wszyscy wiedzą, że wymaga to wiele pracy, ale mało kto z takiego koksa chce brać przykład. Co innego maratończycy, sprinterzy, koszykarze czy choćby (niekoniecznie polscy 😉 ) piłkarze. Oni imponują głównie wynikami, tym, czego dokonują swoim ciałem, nie jego wyglądem. I często ludzie chcieliby być tacy, jak oni.

I coś w tym jest. Mimo, że dla mnie osobiście ciężary były i będą czymś wspaniałym, to mimo wszystko “chcę więcej”. Chcę, by moje piękno wywodziło się z moich osiągnięć i cech moralnych. Nie z krągłych pośladków (choć te oczywiście również chcę mieć 😉 ).

U wielu ludzi, u autorki tego posta również, stan psychiki bardzo odzwierciedla się w tym, jak reaguje ciało. 2019, mimo sporej dawki dobrej energii, poznaniu kilku bardzo wartościowych osób, nie był najlepszym rokiem mojego życia. Co ciekawe, to właśnie w tym roku swoją formą fizyczną w sensie wizualnym zrobiłam tak zwaną życiówkę. I nie uchroniło mnie to przed tym, co stało się “w środku” jak i na zewnątrz w ciągu następnych kilku miesięcy.

Motywacja

Paradoksem jest to, że walczę znów o bardziej “fit” ciało, ale to nie wizualna część przedsięwzięcia najbardziej napędza mnie do działania. Spadki siły, sprawności, to jest to, co pragnę nadrobić najbardziej. Nie jest oczywiście tak, że męczę się wchodząc na pierwsze piętro, a przysiady i martwe robię z pustym gryfem - bez przesady! Ale jest gorzej niż było. I gdy czuję, że tak słabo idzie mi podciąganie, że z pompkami nie schodzę tak nisko jak kiedyś, to ogarnia mnie... Nie wiem, jak to nazwać. Nie jest to żal, nie jest to frustracja, nie jest to nawet złość.

Mówię sobie “ok, jest słabo, ale za tydzień dołożymy kolejną cegiełkę i będzie lepiej!


podciaganie trening plecow

Zawsze lekko kpiłam z “jestem swoją własną motywacją”. Już nie kpię, bo faktycznie najbardziej motywuje mnie, że WIEM, że MOGĘ. I osiągnę dawny poziom sprawności. 

Wiele osób pyta, czy cel jest potrzebny.

Długo się przed tym wzbraniałam, ale jednak stwierdzam, że jest. Gdy masz cel, łatwiej Ci odnajdywać właściwą drogę. Rzadziej się gubisz, częściej podejmujesz racjonalne decyzje. I dotyczy to nie tylko sportu, ale każdej dziedziny życia. 

Transformacja

Niejednokrotnie do walki ze sobą stajemy motywując się czyjąś transformacją. Oglądając zdjęcia przed i po. I wiecie co? Transformacja ciała to chyba najprostsza rzecz, z jaką można się zmierzyć. Owszem, pożądane zmiany w ciele nastrajają nas pozytywnie, dają “kopa”, ale wciąż - uważam, że to najprostsza część procesu.

O wiele trudniejsze i o wiele więcej dające są zmiany, jakich dokonujemy w środku. I to właśnie tych zmian z całego serca każdemu życzę.

Byście byli mentalnie silniejsi.

Spokojniejsi.

Bardziej pewni siebie, lub też mniej w siebie zapatrzeni. 

Byście się nie bali - ani zmiany pracy, ani otoczenia, ani pierwszej wizyty na siłowni, zaproszenia na randkę fajnej dziewczyny, ani nawet dentysty!

Byście uśmiechali się również tam w środku i każdego dnia znajdowali powód do satysfakcji.

I uwierzcie mi, może nie w 100%, ale podejmowanie regularnej aktywności fizycznej i realizacja związanych z nią celów bardzo Wam w tym pomoże. To jak, idziemy na trening? 🙂

A to tak gratisowo - jako mała motywacja, udowadniająca, że nie trzeba zamykać się tylko w swoim małym sportowym świecie. Warto próbować różnych rzeczy...!

Zostaw komentarz