Zegarki mierzące aktywność

Od kilku miesięcy jestem dumną posiadaczką zegarka mierzącego moją aktywność fizyczną w ciągu dnia. Jest to model M400 marki Polar, i nie jest to żadna sponsorowana reklama.  Zegarek dostałam w prezencie od przyjaciół za ich własne, ciężko zarobione pieniądze.

Co dają nam zegarki mierzące aktywność?

⚪ Pozwalają dość realnie ocenić poziom naszej faktycznej aktywności. Nie mówię tu o dokładnych wynikach co do kalorii i co do kroku. Jak już wspominałam nie raz, dopiero posiadając opaskę uświadomiłam sobie, jak mało aktywny potrafiłam wieść żywot w czasach sprzed zegarka.

⚪ Motywują! By jednak podnieść ten dzienny poziom procentowy aktywności, poruszać się, zrobić parę kroków więcej. Niby nic, ale to właśnie to, a nie treningi są FUNDAMENTEM zdrowego i aktywnego stylu życia. Trening jest wisienką na torcie i wspaniałym katalizatorem zmian sylwetkowych czy motorycznych.

⚪ Podczas treningu zegarki nie podadzą Ci faktycznej aktywności, jeśli nie masz pulsometru. Są co prawda takie z wbudowanym czujnikiem tętna, ale uczulam, że są to wyniki mniej miarodajne, niż w przypadku opaski na klatkę piersiową. Przykładowo, bez paska telemetrycznego półgodzinne cardio na rowerku zegarek zliczył mi sam z siebie jako 2% aktywności (bo przecież siedziałam w miejscu) i jakieś 45 kcal 😉 I tu przechodzimy do punktu następnego.

⚪ Wyniki traktujmy naprawdę orientacyjnie. Lub nie traktujmy wcale, jeśli mamy zegarek, który od machania ręką zlicza nam kroki... To, że opaska w danym dniu pokazała mi, że w danym dniu spaliłam 2500 kcal nie oznacza, że faktycznie taki był mój wydatek tego dnia. Równie dobrze mogło to być 2200 lub 2800 kcal.

KOMU POLECAM tego typu urządzenia?

✔ Osobom, które podobnie jak ja, potrzebują tego typu pomiarów, żeby zwiększyć aktywność okołotreningową - po raz setny bowiem powtórzę, można trenować 5 razy w tygodniu i wciąż nie prowadzić aktywnego trybu życia.

✔ Biegaczom, ludziom szykującym się do maratonów, triatlonów itd - tu tego typu pomiary mogą się naprawdę przydać, również w kontekście właściwego rozłożenia sił.

✔ Wszystkim, którzy potrafią do otrzymanych wyników zachować dystans.

✔ Tym freakom, których jak mnie, kręcą te wykresiki i dane, które mogą sobie po treningu lub podsumowując miesiąc lub tydzień, pooglądać i się pojarać 😉

KOMU ODRADZAM?

❌ Jeśli ślepo wierzysz w przedstawione dane, poza tym popadasz w depresję, jeśli nie wyrobisz 100% i podporządkowujesz cały swój czas by wyrobić określoną normę... zegarek tylko powiększy tę schizę.

❌ Jeśli nie szykujesz się do maratonów, triatlonów, a mimo to biegasz czy jeździsz na rowerze ze wzrokiem wbitym w zegarek by broń boże nie wypaść ze strefy tętna która ma pomóc spalić Ci tłuszcz* - odłóż zegarek na półkę i najpierw naucz się cieszyć ruchem.

❌  Jeśli używasz opaski tylko dlatego, żeby móc pochwalić się na fejsie, to w zasadzie konkluzja jak w punkcie wyżej. Wczoraj siostra opowiadała mi, że była świadkiem sytuacji, gdzie pewien pan przyszedł nad rzekę w pełnym oprzyrządowaniu biegowym, gadając przez telefon, że teraz będzie biegał, tylko włączy endomondo. Rozłączył się, endomondo odmówiło współpracy, pan wzruszył ramionami i poszedł do domu... Czy naprawdę taki jest CEL aktywności fizycznej??!! Chwalenie się nią w social media?

Ps. Taka ciekawostka - strefy tętna, w których spalamy tłuszcz to bardzo indywidualna kwestia, zależąca m.in. od stopnia wytrenowania organizmu. Osoba wysportowana ma do dyspozycji znacznie szersze widełki niż ta, która dopiero co podniosła się z kanapy. Co więcej, miejmy na uwadze fakt, że to nie jest tak, że w przedziale 65-75% HRmax spalamy TYLKO tłuszcz. NIGDY nie spalamy podczas ruchu tylko tłuszczu, natomiast w zależności od poziomu tętna zmieniają się proporcje substratów, które organizm wykorzystuje jako źródło energii. Tętno, oraz oczywiście, czas trwania. Niestety nadmierna ilość cardio sprawi, że do tego celu posłużyć mogą także nasze mięśnie, a nie jest to raczej sytuacja pożądana, prawda?

 

Comments are closed.