Facebook
Instagram

Słodycze na diecie?

Walka z nadmiernymi kilogramami kojarzy się wielu osobom głównie ze sporym reżimem dietetycznym, na który narzekają zarówno wielbiciele wieczorów z piwkiem, jak i łasuchy, dla których codziennością było towarzystwo czekolady z gustowną, fioletową krową na opakowaniu. O ile Ci pierwsi usłyszą ode mnie – sorry, wóz albo przewóz, ale browarek odstawiamy, o tyle tym drugim można jeszcze coś zaradzić.

IIFYM- faktycznie takie dobre?

IIFYM (If It Fits Your Macros) to system żywieniowy w którym zakłada się, że o ile pożywienie dostarcza odpowiedniej proporcji makroskładników i kalorii (rzecz jasna, deficytowych), wciąż możemy gubić tkankę tłuszczową. Jest w tym sporo racji, zresztą jest na to mnóstwo dowodów w Internecie, pod zdjęciami cudownych przemian. Ja jednak nie jestem zwolenniczką tego typu systemów, chyba, że nie mamy innego wyjścia- na przykład gdy jesteśmy na jakimś wyjeździe z brakiem dostępu do kuchni i musimy kombinować z tego, co jest nam dostępne. Wówczas faktycznie można się o to pokusić.

Jednak, jak pisałam w jednym z niedawnych postów, to tylko pozornie dobre rozwiązanie. Jeśli bowiem nasza dieta obfitować będzie w mocno przetworzone produkty, węglowodany głównie ze słodyczy, zaś witaminy i mikroelementy będą dostarczane głównie z suplementacji, to prędzej czy później źle się to dla nas skończy.

Tego typu produkty może i dostarczają kalorii, ale nas nie odżywiają. Co więcej, posiadają w swoim składzie mnóstwo substancji, które dla organizmu są kompletnie obce. Próbuje jednocześnie coś z nimi zrobić i jednocześnie przeciwdziałać. Efekt? Stany zapalne, nierzadko choroby autoimmunologiczne – gdyż próbując pozbyć się owych obcych substancji, atakuje sam siebie. Stany zapalne prowadzą do retencji wody, osłabienia, zaburzeń hormonalnych. Stan skóry i włosów jest fatalny, odczuć można permanentny brak energii, na udach pojawiają się złogi cellulitu. Chyba nie o to chodzi w zdrowym stylu życia…

Wplatanie ograniczonej ilości słodyczy w jadłospis

Jest to moim zdaniem rozwiązanie znacznie lepsze od IFFYM. Zakłada ono bowiem, że bazujemy na prostych, nieprzetworzonych, bogatych odżywczo produktach, ale w jakimś ułamku zawiera także słodkości. Na przykład kilka kostek czekolady lub oreo wkruszone do potreningowej owsianki z twarogiem. Ważne by w tym wypadku takie słodycze:

  • Zjadać raczej do posiłku potreningowego
  • Zjadać zawsze jako element innego posiłku zawierającego białko i tłuszcze, nie jako osobną przekąskę
  • Zjadać tylko wliczone ilości

Z tym ostatnim podpunktem jest najwięcej problemów. Łasucha nie satysfakcjonują dwie kostki czekolady, pozbawiony silnej woli wchłonie całą tabliczkę dojadając co chwilę po kosteczce. To nie jest zatem dobra opcja dla osób o żelaznej woli, którzy potrafią naprawdę ściśle trzymać się rozpiski.

Słodycze FIT

Jedni je popierają, inni krytykują mówiąc, że „jak mam ochotę na kremówkę to jem kremówkę i nie robię z tego problemu”. Tak, tylko mówią to osoby, które w pozostałym czasie trzymają sto procent bardzo rygorystycznej diety, albo takie, które sięgają po wspomagacze „spod lady”. I częściej mężczyźni niż kobiety, bo jednak z racji tego, że mają większą pulę kalorii do dyspozycji, łatwiej im zjeść taką kremówkę i mieć jeszcze sporo wartościowych kalorii do rozdysponowania w ciągu dnia.

Dlatego sądzę, że dla osób, które mają problem z tym, żeby zjeść tylko trochę słodyczy i mogłyby z nimi popłynąć, takie słodkie wersje posiłków są czymś wprost idealnym. Warto jednak zaznaczyć, że nie będą do słodkości sensu stricte, ale posiłki wliczone w makro i rozpiskę. Czasem można nawet sięgnąć po wysokoproteinowe lody (350 kcal w pół litrze  - tak, to możliwe), ale jednak nie jest to rozwiązanie na każdy dzień, lecz gdy już „człowiek musi, inaczej się udusi”.

Jakie słodkości można więc zjeść bez obaw o nadmiar kalorii?

  • Omlet na słodko, bazujący na jajkach, odżywce białkowej, odrobinie mąki kokosowej i ewentualnie czymś do słodzenia (np. erytrytol)
  • Słynne brownie z czerwonej fasoli, z odżywką i erytrytolem. Ważne jednak, ze to również raczej propozycja na czarną godzinę, niż codzienny posiłek. Proporcje i wielkość porcji warto uzgodnić z trenerem / dietetykiem.
  • Racuszki potreningowe (mąka kukurydziana, starte jabłko, jajko, odżywka, słodzidło, smażone na oleju kokosowym – wszystkie makroskładniki w pysznym wydaniu)
  • Sernik na zimno! Chudy twaróg, słodzik, trochę odżywki (na przykład czekoladowej czy orzechowej), żelatyna, trochę wody. Zblendować, wstawić do lodówki, otrzymujemy pyszny, białkowy posiłek! Do tego można  dodać odrobinę masła orzechowego, mamy wówczas posiłek białkowo – tłuszczowy . Jeśli serem zblenduje się też właściwą dla swojego makro ilość płatków jaglanych, otrzymujemy posiłek z każdym potrzebnym makroskładnikiem.
  • Po prostu... owoce 🙂

Dieta nie musi być pozbawiona słodkiego smaku – wystarczy nieco pokombinować i cieszyć się pysznymi posiłkami. Co ważne, bez syropów glukozowo frukozowych, milionów E i tłuszczy trans.

Smacznego! 😊

Comments are closed.