Walka z nadmiernymi kilogramami kojarzy się wielu osobom głównie ze sporym reżimem dietetycznym, na który narzekają zarówno wielbiciele wieczorów z piwkiem, jak i łasuchy, dla których codziennością było towarzystwo czekolady z gustowną, fioletową krową na opakowaniu. O ile Ci pierwsi usłyszą ode mnie – sorry, wóz albo przewóz, ale browarek odstawiamy, o tyle tym drugim można jeszcze coś zaradzić.
IIFYM- faktycznie
takie dobre?
IIFYM (If It Fits Your Macros) to system żywieniowy w którym
zakłada się, że o ile pożywienie dostarcza odpowiedniej proporcji
makroskładników i kalorii (rzecz jasna, deficytowych), wciąż możemy gubić
tkankę tłuszczową. Jest w tym sporo racji, zresztą jest na to mnóstwo dowodów w
Internecie, pod zdjęciami cudownych przemian. Ja jednak nie jestem zwolenniczką
tego typu systemów, chyba, że nie mamy innego wyjścia- na przykład gdy jesteśmy
na jakimś wyjeździe z brakiem dostępu do kuchni i musimy kombinować z tego, co
jest nam dostępne. Wówczas faktycznie można się o to pokusić.
Jednak, jak pisałam w jednym z niedawnych postów, to tylko
pozornie dobre rozwiązanie. Jeśli bowiem nasza dieta obfitować będzie w mocno
przetworzone produkty, węglowodany głównie ze słodyczy, zaś witaminy i
mikroelementy będą dostarczane głównie z suplementacji, to prędzej czy później
źle się to dla nas skończy.
Tego typu produkty może i dostarczają kalorii, ale nas nie
odżywiają. Co więcej, posiadają w swoim składzie mnóstwo substancji, które dla
organizmu są kompletnie obce. Próbuje jednocześnie coś z nimi zrobić i jednocześnie
przeciwdziałać. Efekt? Stany zapalne, nierzadko choroby autoimmunologiczne –
gdyż próbując pozbyć się owych obcych substancji, atakuje sam siebie. Stany
zapalne prowadzą do retencji wody, osłabienia, zaburzeń hormonalnych. Stan
skóry i włosów jest fatalny, odczuć można permanentny brak energii, na udach
pojawiają się złogi cellulitu. Chyba nie o to chodzi w zdrowym stylu życia…
Wplatanie
ograniczonej ilości słodyczy w jadłospis
Jest to moim zdaniem rozwiązanie znacznie lepsze od IFFYM.
Zakłada ono bowiem, że bazujemy na prostych, nieprzetworzonych, bogatych
odżywczo produktach, ale w jakimś ułamku zawiera także słodkości. Na przykład
kilka kostek czekolady lub oreo wkruszone do potreningowej owsianki z
twarogiem. Ważne by w tym wypadku takie słodycze:
- Zjadać raczej do posiłku potreningowego
- Zjadać zawsze jako element innego posiłku
zawierającego białko i tłuszcze, nie jako osobną przekąskę - Zjadać tylko wliczone ilości
Z tym ostatnim podpunktem jest najwięcej problemów. Łasucha
nie satysfakcjonują dwie kostki czekolady, pozbawiony silnej woli wchłonie całą
tabliczkę dojadając co chwilę po kosteczce. To nie jest zatem dobra opcja dla
osób o żelaznej woli, którzy potrafią naprawdę ściśle trzymać się rozpiski.
Słodycze FIT
Jedni je popierają, inni krytykują mówiąc, że „jak mam
ochotę na kremówkę to jem kremówkę i nie robię z tego problemu”. Tak, tylko
mówią to osoby, które w pozostałym czasie trzymają sto procent bardzo
rygorystycznej diety, albo takie, które sięgają po wspomagacze „spod lady”. I częściej
mężczyźni niż kobiety, bo jednak z racji tego, że mają większą pulę kalorii do
dyspozycji, łatwiej im zjeść taką kremówkę i mieć jeszcze sporo wartościowych
kalorii do rozdysponowania w ciągu dnia.
Dlatego sądzę, że dla osób, które mają problem z tym, żeby
zjeść tylko trochę słodyczy i mogłyby z nimi popłynąć, takie słodkie wersje
posiłków są czymś wprost idealnym. Warto jednak zaznaczyć, że nie będą do
słodkości sensu stricte, ale posiłki wliczone w makro i rozpiskę. Czasem można
nawet sięgnąć po wysokoproteinowe lody (350 kcal w pół litrze – tak, to możliwe), ale jednak nie jest to
rozwiązanie na każdy dzień, lecz gdy już „człowiek musi, inaczej się udusi”.
Jakie słodkości można więc zjeść bez obaw o nadmiar kalorii?
- Omlet na słodko, bazujący na jajkach, odżywce białkowej, odrobinie mąki kokosowej i ewentualnie czymś do słodzenia (np. erytrytol)
- Słynne brownie z czerwonej fasoli, z odżywką i erytrytolem. Ważne jednak, ze to również raczej propozycja na czarną godzinę, niż codzienny posiłek. Proporcje i wielkość porcji warto uzgodnić z trenerem / dietetykiem.
- Racuszki potreningowe (mąka kukurydziana, starte jabłko, jajko, odżywka, słodzidło, smażone na oleju kokosowym – wszystkie makroskładniki w pysznym wydaniu)
- Sernik na zimno! Chudy twaróg, słodzik, trochę odżywki (na przykład czekoladowej czy orzechowej), żelatyna, trochę wody. Zblendować, wstawić do lodówki, otrzymujemy pyszny, białkowy posiłek! Do tego można dodać odrobinę masła orzechowego, mamy wówczas posiłek białkowo – tłuszczowy . Jeśli serem zblenduje się też właściwą dla swojego makro ilość płatków jaglanych, otrzymujemy posiłek z każdym potrzebnym makroskładnikiem.
- Po prostu… owoce 🙂
Dieta nie musi być pozbawiona słodkiego smaku – wystarczy
nieco pokombinować i cieszyć się pysznymi posiłkami. Co ważne, bez syropów
glukozowo frukozowych, milionów E i tłuszczy trans.
Smacznego! ?